
Sword & Sorcery: Nieśmiertelne Dusze to jeden z tytułów, na które mocno czekałem w 2019 roku. Niestety z braku czasu nie udało mi się gry ograć. Umówmy się – poprzedni rok był naprawdę dobry i nie brakowało premier zacnych tytułów – S&S musiał poczekać. Przyszedł jednak czas, by nadrobić zaległości. Na początek zapraszam do zapoznania się z zawartością pudełka podstawowego, a najpewniej niebawem spodziewajcie się tekstu oceniającego – rzut oka lub nawet recenzji

Pudło jest dość spore i niestety średnio wpasowujące się w sześcienny standard o podstawie kwadratu. W środku znajdziemy plastikową wypraskę, która niestety ledwo mieści zawartość pudła – o zapakowaniu kart w koszulki – jeżeli chcemy wypraskę zachować – możemy zapomnieć. Wydaje się, że kupno dedykowanego insertu jest sprawą niezbędną.

Księga zasad – instrukcja – jest gruba… wydaje się, że za gruba. Dawno nie widziałem gry, której zasady mieściły się na 50 stronach. Do gry dołączono również Księgę zadań, w której zaprezentowano przygotowania oraz zasady poszczególnych misji, oraz Księgę sekretów, w których znajdziemy paragrafy i fabularne wstawki.
Figurki są wykonane bardzo porządnie, chociaż cienkie elementy na „dzień dobry” się powyginały – trzeba będzie naprostować. Niestety modeli nie ma za wiele – czy pojedynki będą powtarzalne? Zobaczymy.

Pięciu bohaterów w podstawce plus jeden dodatkowy w związku z zakupem specjalnej wersji – wciąż dostępnej w sklepach (np. tu).

Karty bossów.
Gra została wykonana porządnie. Przeraża jednak trochę ikonografia. No i kreska nie należy do moich ulubionych, ale to kwestia gustu.
Są kosteczki – jest zabawa.
Całość prezentuje się naprawdę dobrze. Mam nadzieję, że równie dobrze wypadnie rozgrywka – startujemy niebawem – wrzucę kilka fotek z rozgrywki na Instagrama.


Założyciel bloga. Z grami planszowymi związany od 2014 roku. Wielki fan gier z klimatem, ale nie pożałuje również czasu na porządne euro. Przed planszówkami jego największą pasją były gry fabularne, z którymi związany był praktycznie od dziecka. Lubi uzasadnioną losowość — gry planszowe mają sprawiać mu przyjemność, a nie wrażenie nadgodzin z Excelem w roli głównej. Czemu „angry” chcielibyście zapytać? Ano, raczej nie szczędzi języka, gdy trzeba. Chociaż i tak ostatnio trochę złagodniał. „Pisze jak jest”. Jeżeli coś mu się nie podoba, to nie boi się o tym mówić.