
Czasami można coś znaleźć, wcale tego nie szukając.
Wyjątkową kawiarnię w zupełnie zwyczajnym miasteczku, niesamowitą piosenkę w słabym albumie, guza na ul. Zamenhofa.
Ja nie szukałem familijnej, językowo niezależnej gry z uroczymi grafikami, ale los tak chciał, że sama mnie znalazła. A co mnie w niej chwyciło – tego dowiecie się z recenzji.

Jeden autor???
Tak, Meng Chunulin opracował zarówno mechaniki gry, jak i jest twórcą oprawy graficznej.
A tej grafiki nie dość, że jest dużo, to jest na naprawdę wysokim poziomie. Mamy tutaj unikatowe ilustracje na kartach, czytelne ikony, pełną detali planszę oraz garści różnych tokenów i innych znaczników. Na moje oko styl przypomina dzieła Kyle’a Ferrina, zwłaszcza te z Oath, co już jest komplementem samym w sobie. Nie brak jednak indywidualności temu projektowi, z tego co wiem, Meng Chunulin zajmuje się też rysowaniem komiksów i widać to w jego ilustracjach – dużo w nich akcji, charakternych postaci i ciekawych miejsc, zresztą zobaczcie sami.

Familijne zasady
Na pudełku jest z jakiegoś powodu napisane „14+”. Wiecie, tak jak na Gloomhaven: Szczęki Lwa albo takiej Ark Novie. Nie patrzcie na to, gra jest zdecydowanie prostsza. Nawet nie trzeba umieć czytać. Tzn. ktoś musi wytłumaczyć pozostałym te 10 stron instrukcji (z czego większość to przykłady, ilustracje itp.), ale poza tym cała gra opiera się na ikonach.
Odkrywcy Navorii to szybka gra z budowaniem tableau. Bawimy się trzy rundy, z których dwie mają po cztery fazy, a trzecia ma tylko trzy.
Fazy to:
Pozyskiwanie – gracze dobierają karty z rynku na podstawie wylosowanych i wybranych przez siebie żetonów. Niektóre karty dają natychmiastowe efekty, niektóre będą aktywowały się później.
Gromadzenie – korzystając z żetonów użytych podczas pozyskiwania gracze wykonują różne akcje z mapy.
Wpływy – aktywują się niektóre karty z tableau i gracze otrzymują punkty za sytuację na planszy.
Powrót – sprzątanie.
W ramach akcji gracze pozyskują różne zasoby, przesuwają swoich odkrywców (ta wspomniana ‚sytuacja na planszy”), budują domki i po prostu zbierają punkty. Mogą się specjalizować, np. bardziej inwestować w przemiał zasobów, stawiać nacisk na odkrywców albo zbierać karty z konkretnymi symbolami. Najpewniej jednak każdy będzie robić po trochu tego i tamtego. Każda akcja oznaczona jest przez ikony, powiązanymi z konkretnymi fragmentami planszy albo fazami gry. Zazwyczaj jest to coś w stylu „otrzymaj punkty ZA”, „przesuń pionek TAM”, albo „pozyskaj TO”. I tyle, można grać.

Po prostu rozrywka
Czy te zasady są za proste? Dla niektórych pewnie tak, jednak mechanizm losowania i wybierania żetonów sprawia, że przed graczami zawsze są jakieś wybory. Nie da się grać optymalnie, poza tym można sobie podbierać karty czy zajmować miejsca na planszy. No i oczywiście ścigamy się na torach odkrywców – żadna z tych interakcji nie jest wielka, ale zebrane razem sprawiają, że choć nigdy bezpośrednio przeciwnikowi nie szkodzisz, to nie można tego nazwać pasjansem.
Gra się szybko, te dwadzieścia minut na gracza z pudełka to dobra estymacja. I nie ma przy tym poczucia, że się skończyło zbyt szybko – kołderka jest krótka, ale łydki zakryte, może duży paluch wystaje.
Oparcie całości gry na czytelnej ikonografii to też był dobry ruch. Choć sam lubię czytać, to cieszy mnie, że mam w kolekcji grę, w którą mogę bez problemu zagrać z gośćmi z zagranicy, niezależnie od tego, z jakimi językami czują się dobrze. No ok, są karty pomocy z opisanymi fazami gry, ale one naprawdę nie są niezbędne do szczęścia.

Problemy
Czy gra jest idealna? Nie no, nie są to Arcsy. Przede wszystkim wkurza mnie ta plansza. Jest absolutnie ogromna jak na kaliber gry. A do tego trzeba rozłożyć planszetki, rynek z kart i jeszcze gdzieś zasoby rozsypać. Wszystko to śliczne itd. ale dziwnie to wygląda, jak gra na godzinkę zajmuje tyle miejsca na stole co taki Root.
Martwię się też trochę o żywotność gry. Choć gra ma dużo zmiennych, to jednak nie jest ich aż tak dużo, żeby grać w nią setki razy. Dodatek z odrobiną asymetrii rozwiązałby sprawę (i chyba był taki na kickstarterze), ale jeśli ktoś chce wyciągnąć niewiadomo ile godzin z samej podstawki, to może się zawieść.

Podsumowanie
No i tyle moi drodzy. Siadałem do tej gry bez żadnych oczekiwań, a zaskoczyłem się niezwykle pozytywnie, a przede wszystkim zachwyciłem ilustracjami i eleganckim dizajnem zasad. Gra w kolekcji zostaje i polecam ją każdemu, kto szuka przyjemnej, ale ciekawej, niezależnej językowo gry na niedzielne popołudnia.
Plusy:
- proste i eleganckie zasady
- niezależna językowo
- dobrze wykonana
- śliczne i ciekawe ilustracje
Minusy:
- na mój gust za duża plansza
- przydałby się dodatek zwiększający żywotność
Dziękujemy wydawnictwu Galakta za przekazanie gry do recenzji.


Więcej na boardgamegeek.com | Planszeo
Tu kupisz:













Dodaj komentarz