, , ,

Weirdwoom Manor

Okładka wpisu - recenzja gry planszowej Weirdwood Manor na Angry Boardgamer

Lubicie gry kooperacyjne? Ja miewam z tym różnie – kiedyś z pewnością siadałem do nich częściej, ale ostatnio obudził się we mnie duch rywalizacji i całkowicie przejął władzę nad moimi planszowymi wyborami. No okej, nie całkowicie, bo czasami wracam do kooperacji – jednak szukam tych bardziej skomplikowanych i wymagających. Byle nieprzekombinowanych. 

Czacha Games podrzuciło mi do recenzji Weirdwood Manor, które miało być właśnie dość ciężkim koopem, i to w wersji deluxe, z ulepszonymi komponentami, przez co na stole prezentuje się zacnie. Jednak czy gra dowozi całościowo? Zapraszam na recenzję. 

Weirdwood Manor to kooperacyjna gra planszowa dla 1–4 graczy, zaprojektowana przez Mike’a Cassie. Rozgrywka trwa od około 90 do nawet 120 minut, a przy pierwszych partiach łatwo przekroczyć ten czas. Jednak jak na tytuł wymagający, długość rozgrywki jest jak najbardziej do zaakceptowania. Sugerowany wiek 14+ jest w pełni uzasadniony – nie ze względu na tematykę, ale na poziom skomplikowania tytułu, obsługę gry i liczbę szczegółów do ogarnięcia. Same decyzje podejmowane podczas partii również nie należą do prostych, więc im bardziej ogarnięci gracze, tym lepiej. 

Wygląd

Czacha znów sprowadza na nasz rynek kolejny tytuł z najwyższej półki — przynajmniej jeżeli chodzi o wykonanie, bo ponownie dostajemy wersję deluxe. Tak jak to miało w przypadku wielu poprzednich gier, chociażby Endeavor: Deep Sea czy Hrabstwo Harrow. Nie bawią się w półśrodki. 

Gra robi świetne pierwsze wrażenie i – co ważne – nie traci go po kilku partiach. Dostajemy akrylowe standy, które ładnie wyglądają na stole (chociaż nienawidzę ściągać z nich folii), a sama rozgrywka z ich użyciem nie traci na czytelności. Oczywiście figurki sprawdziłyby się lepiej – najlepiej pomalowane – ale nie popadajmy w skrajności. W tej wypasionej wersji wydawca pokusił się o zastąpienie zwykłych żetonów drewnianymi odpowiednikami, co jeszcze bardziej cieszy oko. 

Jakość wykonania stoi na wysokim poziomie. Plansza jest gruba, dwuwarstwowa, i – co najważniejsze – modularna. Ten aspekt pełni dwie funkcje: zwiększa regrywalność oraz umożliwia obsługę głównej mechaniki gry, czyli koła czasu, które regularnie i często będziemy przekręcać. Zbliża nas to do zakończenia rozgrywki, ale również przestawia układ korytarzy, sprawiając, że gracze nigdy nie mogą przyzwyczaić się do przestrzeni. Dwór jest zmienny, niestabilny i wymusza ciągłe korekty planów. Niestety, powoduje to regularny paraliż decyzyjny – szczególnie, że wejścia do pomieszczeń na okręgach (korytarzach) nie są wyjątkowo czytelne. 

Postacie bohaterów - recenzja gry planszowej Weirdwood Manor na Angry Boardgamer

Dwuwarstwowe są także planszetki graczy oraz potworów. Zwiększa to czytelność i zmniejsza ryzyko przypadkowego przestawienia elementów przy nieuważnym szturchnięciu stołu.

Nie do końca przypadł mi do gustu baśniowy styl, który może być nieco mylący. Ja to ja – przed partią przygotowałem się, trochę o grze poczytałem i przyjrzałem się komponentom – więc wziąłem to na klatę i nawet mi się spodobało, mimo że zdecydowanie bardziej ciągnie mnie w stronę mroczniejszych klimatów. Słyszałem jednak od innych graczy, że właśnie ten styl wpłynął na decyzję zakupową i mimo że gra zdecydowanie nie jest dla dzieci, została za taką uznana – całkowicie niesłusznie. Z tego, co wiem, świat gry jest tożsamy z mobilną grą, łączącą elementy puzzli z narracją.

Rozgrywka

Wcielacie się w postacie, które próbują powstrzymać potwora realizującego swoje cele w posiadłości Weirdwood. Każda z postaci posiada własne zdolności, talię kart akcji, a niektóre nawet unikatowe mechanizmy. Różnice między nimi są znaczące i mocno wpływają na styl gry oraz odczucia płynące z rozgrywki. Wspomniane potwory również są asymetryczne – i to w jeszcze większym stopniu niż bohaterowie – mają różne cele, zachowania oraz mechaniki, które w zasadzie definiują przebieg całej partii.

Gra opiera się na mechanikach znanych z euro. Musimy zdobywać zasoby, które są niezbędne do wykonywania akcji – zarówno tych z kart, jak i z komnat, które będziemy odwiedzać. Kluczowe staje się więc planowanie rund, bo chaotyczne łażenie za przeciwnikiem i impulsywne okładanie go podstawowym zestawem kości (a właściwie jedną kością) nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Wręcz przeciwnie – często kończy się kontrą.

Sercem Weirdwood Manor jest zarządzanie czasem. Każda akcja kosztuje czas, a czas jest wspólny dla całej drużyny. Oznacza to, że błędy jednej osoby odczuwa każdy przy stole. Gra świadomie buduje odpowiedzialność zbiorową, co dodatkowo wymusza współpracę i wspólne planowanie.

Kluczem do tego systemu są karty. Mechanizm akcji jest prosty w założeniach, ale trudny w praktyce. Same karty nie są skomplikowane, jednak ich kolejność, moment zagrania i koszt czasowy mają ogromne znaczenie. Jedna zła zagrywka potrafi wywrócić plan całej rundy. Nad planszą gracza wydzielone są sekcje odpowiadające porom dnia – od poranka po noc. Czas, jaki upłynie, zależy od tego, na którą porę dnia wyłożymy kartę. Jeżeli położymy ją na wieczór, musimy przesunąć koło czasu właśnie tam. Jeżeli aktualnie jest noc, czeka nas niemal pełny obrót koła, co dodatkowo przesuwa licznik dni i przybliża drużynę do porażki. Ważne jest więc rekrutowanie towarzyszy, którzy zwiększają liczbę miejsc, nad którymi można wyłożyć karty akcji, a przy tym działają jako uniwersalne pola dnia. Dodatkowo dają specjalne zdolności.

W trakcie gry będziemy więc odpalać akcje z kart – najczęściej po to by pozyskiwać zasoby, wydawać je na ulepszanie kości walki lub inne efekty, przemieszczać się między komnatami oraz walczyć z bossem lub skarabeuszami. Te ostatnie działają trochę jak choroba w Pandemiku i blokują możliwość zadania obrażeń głównemu przeciwnikowi. Potrafią wkurzać, szczególnie przy pierwszym bossie, bo raczej wydłużają rozgrywkę, niż realnie ją utrudniają. Zwiększają jednak presję: jeśli w jednej komnacie pojawi się ich za dużo, konieczne jest jej odwrócenie, co blokuje jej zdolność, a przywrócenie jej do gry kosztuje sporo zasobów.

Walka jest prosta w założeniach i całkiem przyjemna. Bierzemy swoją pulę kości, rzucamy, liczymy ikonki ataku i obrony. Następnie robimy to samo z pulą przeciwnika i porównujemy wyniki. Nadwyżki obrażeń nad tarczami przekładają się na rany. Proste? Proste. Dlatego kluczowe staje się rozwijanie własnej puli kości. W trakcie gry decydujemy, które kości dokupimy – czy skupimy się na zadawaniu obrażeń, tankowaniu przeciwnika, czy na aktywowaniu zdolności specjalnych. Oczywiście można też iść w balans.

Bossowie są solidnie zaprojektowani. Najwięcej czasu spędziłem z pierwszym z nich i jednocześnie tego polecam najmniej. Jest dość prosty i nie stanowi większego wyzwania. Ciągłe potykanie się o skarabeusze podczas prób zadania obrażeń Ogrowi (który wygląda jak wilkołak) bardziej irytuje, niż podnosi poziom trudności. Zdecydowanie rekomenduję szybkie przejście do kolejnych bossów, bo każdy z nich wymusza inne podejście i inne przygotowania. To nie są worki z punktami życia – mają własne mechaniki i cele, które realnie zmieniają charakter rozgrywki.

Losowość, regrywalność, skalowanie i interakcja

Losowość, jak to w kooperacjach, występuje w dość sporej ilości – w końcu gra musi jakoś „odpowiadać” na działania graczy. Nie jest ona jednak krytyczna ani dominująca. Wiele zależy od tego, jak poradzimy sobie z tym, co nam wypadnie, i jak połączymy to z nielosowymi elementami gry. Mamy kości i karty, które mogą być bardziej lub mniej przychylne, ale karty zawsze można zagrać jako akcję standardową: ruch lub walkę. W mojej opinii losowość stoi na przyzwoitym poziomie.

Regrywalność jest dodatkowo wzmacniana przez asymetrię postaci i bossów – i to w równym stopniu. Ogr znudzi się raczej szybko, ale pozostali przeciwnicy mają potencjał na dłuższą znajomość, a z pewnością są o wiele bardziej interesujący. Ciekawym zabiegiem są też postacie z całkowicie odmiennymi mechanikami, które potrafią wywrócić znany schemat gry i zmuszają do zupełnie innego podejścia.

Skalowanie działa całkiem dobrze, bo struktura rundy zmienia się wraz z liczbą graczy. Problemem pozostaje jednak downtime, który rośnie wraz z liczbą przekręceń koła czasu i zmian na planszy – otwieraniem i zamykaniem komnat czy przesuwaniem pór dnia. Często trzeba wybierać między odrzuceniem kart i rozmnożeniem żuków a dołożeniem karty na odległą porę dnia. Przy większej liczbie graczy takie decyzje pojawiają się częściej, a im więcej osób decyzyjnych, tym większe ryzyko paraliżu decyzyjnego, a współpraca jest tu absolutnie kluczowa.

Podsumowanie

Weirdwood Manor to tytuł, który potrafi podzielić. Z jednej strony mamy świetny mechanizm kół czasu połączony z zagrywaniem kart akcji – ciekawe i świeże rozwiązanie, które naprawdę mi się podoba. Do tego dochodzą dobrze zaprojektowane, asymetryczne postacie i bossowie. Z drugiej strony ten sam mechanizm czasu generuje paraliż decyzyjny, który potrafi znacząco wydłużyć rozgrywkę. To samo dotyczy skarabeuszy — głównie w starciu z Ogrem.

Baśniowy styl graficzny może jednych przyciągnąć, innych odstraszyć. Ja jestem raczej w tej drugiej grupie, ale głównie dlatego, że obawiam się, iż dorośli gracze mogą uznać Weirdwood Manor za grę dla dzieci, a to byłby spory błąd. To zdecydowanie nie jest tytuł dla młodszych odbiorców.

Ostatecznie mi się podoba, ale nie jestem pewien, czy zagości u mnie na dłużej. 

Plusy:

  • Świetny system zarządzania czasem, który faktycznie napędza rozgrywkę.
  • Asymetryczne postacie – znacząco się od siebie różniące.
  • Wysoka regrywalność dzięki modularnej planszy i zróżnicowanym bossom.
  • Bardzo dobre wykonanie edycji deluxe

Minusy:

  • Downtime, szczególnie przy większej liczbie graczy.
  • Skarabeusze wkurzają i wydłużają grę.
  • Problemy z czytelnością korytarzy na planszy.
  • Najlepiej działa w mniejszym składzie, jak większość kooperacji.

Dziękujemy wydawnictwu Czacha Games za przekazanie gry do recenzji.

Więcej na boardgamegeek.com | Planszeo

Grę kupicie tutaj:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Nowości w sklepie
Przejdź do sklepu:
Najnowsze posty
Szukaj