,

Transgalctica

Gdy Galaktyczny Senat bierze się za uchwalenie nowego dekretu, należy się spodziewać, że nie będzie to czcza gadanina. A jeśli za jego sterami staje sam Daniele Tascini, który dał już się poznać od strony planszowego designu, wiadomo, że będzie nad czym pogłówkować. Może dziwić szczególny klimat najnowszego tytułu, dotychczas autor zajmował się raczej tematyką dawnych cywilizacji. Czemu jednak nie zaszyć znanych mechanik w szeroko pojętym kosmosie? Daje to, wydawałoby się, nieograniczone możliwości.

Pierwszy kontakt z grą sugeruje, że będziemy mieli do czynienia z dość oryginalnym projektem. Specyficzne grafiki nadają nieco luzu. Trochę jakby bajkowe, komiksowe, nie do końca poważne. Z drugiej strony widać, że wydawca miał swój pomysł na prezencję gry. Jeżeli decydujemy się na wejście w ten świat, trzeba mieć świadomość, że stylistyka okładki będzie konsekwentnie użyta na pozostałych elementach: planszach, żetonach, kartach. Ikonografia również będzie przedstawiona w ten wydawałoby się pokrętny sposób. Ma to znaczenie, bo wymusi to na graczach przyzwyczajenie się do nieszablonowej kreski. 

Nie ukrywam, że w tej materii gra postawi przed nami kolejne wyzwania. Na samym starcie podczas zapoznawania się z jej elementami, otrzymujemy „na zachętę” trzy arkusze naklejek, którymi można przyozdobić prawie dwieście różnych pionków i znaczników, niektórych dwustronnie. Nie jest to co prawda obowiązkowe, ale siłą rzeczy chciałoby się wejść w ten kolorowy świat na pełnym wypasie, więc zakasujemy rękawy i zabieramy się za dość wymagającą dłubaninę.

Gra, muszę przyznać, tym frustruje, ale jednak sami decydujemy się na tę specyficzną manufakturę. Natomiast lektura instrukcji zapowiada naprawdę ciekawą rozgrywkę. Jest mapa kosmosu, doskalowana do liczby graczy, przemyślano więc rywalizację w tym zakresie. Różne rodzaje planet dające inne efekty. Ograniczone miejsca na nich, więc zapowiada się wyścig o ekspansję. Osobiste i wspólne cele – znany i lubiany element rozgrywki. Kilka torów, na których będziemy się wspinać poprawiając swoje statystyki, umożliwiające dostęp do kart technologii i misji. Liczne nagrody i bonusy. Niby nic odkrywczego, ale ma to sens na papierze, więc powinno się sprawdzić również w praktyce. Podstawową mechaniką jest worker placement z możliwością podążania za akcją aktywnego gracza. Zaletą tego rozwiązania na pewno jest ograniczenie przestojów i zaangażowanie wszystkich graczy niemalże w każdym momencie partii. Utrudnia to jednak śledzenie prawidłowego porządku przeprowadzania ruchów i wymaga szczególnej czujności podczas kroków kolejnych graczy.

Trzeba podkreślić, że pierwsze rozgrywki w Transgalaktica wcale nie będą należeć do najłatwiejszych. Każda partia wymaga bowiem dobrego zorientowania się w możliwościach, które otwiera przed graczami setup. Losowy układ planet, karty senatu jako cele wspólne i karty technologii będą odpowiadać za kierunek naszego rozwoju. Nie bez znaczenia będzie też startowa asymetria frakcji. Na starcie wybierać będziemy zasoby początkowe i kafelek zdolności, który będzie odróżniać naszą frakcję od przeciwników. Rozgrywkę trzeba sobie zaplanować, to zdecydowanie dobry pomysł w tej grze. Właściwa technologia pozwoli na optymalne prowadzenie rozgrywki. Świadomy awans na torach może przynieść realną przewagę, a nawet dodatkowe punkty. Rozwój w przestrzeni kosmicznej to również wyścig o dobre i lepsze pozycje. Na planszy pojawią się jednak mniej lub bardziej interesujące elementy. Część wydawałoby się w ogóle nieatrakcyjna lub możliwa do skorzystania w rzadkiej, bardzo szczególnej sytuacji. To od graczy zależeć będzie, w którą stronę pokierować swoją frakcję. Z jednej strony podbija to zaciętość rozgrywki, z drugiej pozwala powątpiewać w zachowany balans. Już przy pierwszym kontakcie z grą zastanawiamy się nad intencją autora przy zastosowaniu niektórych rozwiązań.

Wydaje się, że gra została zaprojektowana jako swego rodzaju sandbox. Autor zaproponował najróżniejsze efekty i bonusy, zarówno na planetach, czy kartach misji, ale też w postaci chociażby żetonów premii. Oferowana nagroda musi być zweryfikowana przez każdego z graczy. Na ile w jego ocenie jest atrakcyjna w konkretnym momencie i czy w ogóle. Zupełnie innego kalibru efektem będzie jednorazowy pojedynczy zasób, czym innym punkt zwycięstwa, a jeszcze innym możliwość przeprowadzenia konkretnej akcji, czy awans na torze. Poszczególne efekty można też klasyfikować. Niektóre otrzymamy tylko raz, niektóre w fazie dochodu na początku każdej rundy, inne w ramach akcji wydobycia. To gdzie znajdują się określone bonusy ma również znaczenie, jakby chciano niepotrzebnie utrudnić czytanie ikon. Faktycznie frustruje, że nie jest to intuicyjne, a wymaga pewnego rozeznania i nierzadko sięgania do instrukcji. 

Ikonografia w grach to swoisty obrazkowy język, za pomocą którego twórca gry komunikuje się z graczami. Pozwala też bez zbędnych wyjaśnień funkcjonować współgraczom podczas rozgrywki. Niestety na tym polu panuje chaos informacyjny. Nie jest tajemnicą, że oryginalne wydanie gry borykało się z poważnymi zarzutami względem jednoznaczności zasad. Spolszczona edycja przeszła dodatkową korektę, a w instrukcji wprowadzono uzupełniające objaśnienia wcześniej wątpliwych ikon, kart, itp. Niestety nie udało się wyeliminować problemu całkowicie. Nadal pojawiają się pewne niedomówienia, w szczególności z potencjalną zniżką za przeprowadzenie akcji. Abstrahując od tego, że część akcji jest z założenia darmowych (poza poświęceniem pionka), inne wymagają poniesienia kosztu w zasobach. Instrukcja wprowadza oznaczenie zniżki pojedynczej i całkowitej, niby oczywiste. Jednak w trakcie rozgrywki pojawiają się ikony, które trudno jednoznacznie zinterpretować, mało tego intuicyjnie zdawałoby się, powinny znaczyć co innego niż faktycznie wskazują. Wydaje się, że wciąż błędnie opisane jest przeprowadzenie akcji wojskowości i handlu. Czym innym jest bowiem zagranie tej akcji, wymagające opłacenia kosztu, efektem czego jest awans na odpowiednim torze, a czym innym samo podniesienie na torze. Nie mówiąc już o ikonach symbolizujących posiadanie placówek na planetach – na elementach gry można znaleźć trzy różne rozwiązania graficzne oznaczające, co do zasady, to samo. Jest to irytujące.

Oczywiście można w spornych kwestiach pokusić się o weryfikację właściwych zasad. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że gra borykała się ze sporymi problemami już przy pierwszej edycji, następnie wprowadzono poprawki, a polski egzemplarz prawdopodobnie zawiera poprawki poprawek. Forum BGG to potencjalna kopalnia wiedzy, ale ostrzegam, że można czasami pogubić się w rozbudowanych korytarzach, a nawet wejść tam i już nie wyjść spod zawaliska wątków. Pozostaje też wspólna decyzja zgromadzonych przy stole na tymczasową interpretację ikon, jeśli instrukcja nie przychodzi z pomocą – większość odpowiedzi znajdziemy tam mimo wstępnych wątpliwości.

Trzeba jednak przyznać, że walka z zasadami zdecydowanie wpływa na ostateczny odbiór gry. Szkoda, bo w samym zamyśle Transgalactica ma naprawdę spory potencjał. Sprawia jednak wrażenie wydanej w pośpiechu, niedopracowanej. Rozgrywka w dużej mierze polega na przesuwaniu się na różnych torach. Nie ma tu może wyrafinowanej mechaniki, ale tym bardziej powinno wszystko działać i odpowiednio zazębiać. Otwieranie sobie nowych możliwości skorelowanych z pozycją na odpowiednim tracku zazwyczaj sprawdza się w podobnych grach. Tutaj dodatkowo mamy możliwość podbijania kosmosu. Bierzemy udział w wyścigu o najlepsze pozycje na planetach. Szkoda jednak, że większość planet nie oferuje niczego ciekawego, przez co nie odnajdujemy satysfakcji z wykonanego ruchu. A to niestety przekłada się na wrażenia z całej rozgrywki. Oczywiście nie jest tak, że plansza kosmosu jest tak nudna, że zupełnie nas nie interesuje. Trzeba jednak zanurzyć się w detalach i niuansach, takich jak na przykład kolory planet, czy potencjalny przychód, czasem mało atrakcyjny sam w sobie. 

Nie ukrywam, że Transgalactica najzwyczajniej mnie rozczarowała. Nie bez znaczenia były oczekiwania związane chociażby z autorem, którego gry zdążyłem wcześniej poznać. Mało tego potrafię sobie wyobrazić, że dodatkowe testy mogłyby wygładzić obecne niedociągnięcia, bo gra ma potencjał. Szkoda, że nie udało się go wykrzesać przy pierwszym podejściu. 

Plusy

  • różnorodność technologii, misji, celów
  • asymetryczność frakcji

Minusy

  • problemy z interpretacją ikonografii
  • mało atrakcyjna ekspansja planszy kosmosu
  • pilnowanie kolejności przeprowadzania akcji
  • specyficzne grafiki utrudniają czytelności planszy

Dziękujemy wydawnictwu Galakta za przekazanie gry do recenzji.

Więcej na boardgamegeek.com | Planszeo

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Nowości w sklepie
Przejdź do sklepu:
Najnowsze posty
Szukaj