, , ,

Tag Team

Pamiętam jak jakieś 20 lat temu, niektórzy moi znajomi mieli fazę na wrestling.
Dzieciaki biegały krzycząc, że są Reyem Mysterio, Undertakerem, czy innym Johnem Ceną, a na raczkującym youtubie pojawiały się kompilacje najlepszych akcji, ciosów czy kombosów. Pamiętam też, że jednym z najbardziej rozpalających emocje momentów było, jak się okazywało, że walka będzie w zespołach, z udziałem wrestlerów, których nie widziało się wcześniej razem.

Tag Team, najnowsza dwuosobowa gra od Lucky Duck Games przywołuje mi te właśnie wspomnienia. Jest to szybka gra pojedynkowa, w której każdy z graczy wybiera dwóch bohaterów, którzy w duecie, tak zwanym tag-teamie, starają się pokonać drugą dwójkę. A wszystko to w oparciu o unikatowy mechanizm budowy talii. Jak to działa w praktyce? O tym, w poniższej recenzji.

Choose your fighter…s

Ale zanim o mechanice, to najpierw rzućmy okiem na przygotowanie do gry.

W pudełku Tag Team znajdziemy 12 plansz zawodników, 12 kart draftu, 120 kart walki (po 10 na zawodnika), 50 znaczników i 21 żetonów. Do tego instrukcja i katalog zawodników. Całkiem nieźle, jak na te niecałe 100 zł, które trzeba dać za grę. Mam jednak zastrzeżenia do jakości. 

Grafiki, rzecz gustu, niektóre podobają mi się zdecydowanie bardziej od innych, cieszy za to czytelna ikonografia. Problem leży w samych komponentach – karty się bardzo szybko rysują, mimo że tasuje się tylko część z nich i tylko raz na rozgrywkę. Choć osobiście nie koszulkuję gier, myślę że dla wielu z was to będzie konieczność (Standard USA jakby co, jak we Wsiąść do Pociągu). 

Plansze zawodników są stosunkowo cienkie i mogą się wyginać. Marzeniem byłyby warstwowe planszetki z wklęsłymi torami na kostki, ale to by wyrzuciło cenę gry ponad próg 100 złotych i wymagałoby większego pudełka. Rozumiem decyzję twórców i wydawców, ale nie zdziwię się, jeśli za parę lat wyjdzie jakaś wersja deluxe, jak już tytuł się porządnie przyjmie.

Miałem mówić o przygotowaniu. Tutaj prosta sprawa, każdy gracz wybiera dwóch bohaterów, korzystając z prostego draftu, zbiera potrzebne znaczniki (zazwyczaj dwa żetony zdrowia, kilka kostek mocy i parę żetonów związanych z mechanikami postaci) i tworzy dwie talie – walki, składającą się z dwóch kart startowych i budowy, składającej się z pozostałych osiemnastu kart, potasowanych razem. Przy pierwszych rozgrywkach warto spojrzeć do katalogu i wytłumaczyć sobie unikatowe zasady konkretnych postaci, i można walczyć.

Fight!

Graliście kiedyś w wojnę? No to wiecie już z grubsza, jak działa walka w Tag Teamie. Gracze równocześnie odsłaniają po jednej karcie z talii i, tu mała różnica, zamiast porównywać ich wartość, wykonują wypisane na nich akcje. Nie ma tu żadnej decyzji gracza. Każda akcja, reakcja, wynik itd. wyznaczone są przez karty. Nasze postacie będą atakować, bronić się, leczyć, rosnąć w siłę, używać swoich specjalnych zdolności itp., itd., my możemy tylko patrzeć i zapamiętywać.

A po co pamiętać?
I tu jest właśnie sedno tej gry – talii walki się nigdy nie tasuje. Po fazie walki, czyli po tym, jak przejdziemy przez całe nasze talie, następuje faza budowy, podczas której losujemy trzy z odłożonych na bok kart i wybieramy jedną z nich, żeby następnie dołożyć ją w dowolnym miejscu naszej talii walki. To całość naszej decyzyjności i wbrew pozorom nie jest to mało. Od razu pojawiają nam się w głowie opcje. Mogę np. dołożyć blok jako pierwszą kartę i zablokować atak, który przeciwnik miał na górze talii. Ale jeśli dołoży na pierwsze miejsce swojej talii jakąś inną kartę, to mój blok na nic się nie zda, a ja wciąż oberwę. Może więc jednak wybiorę jakąś inną zdolność albo atak. Jednak gdzie dołożyć, żeby było najlepiej? Bo od tego, jaka karta będzie po przeciwnej stronie, zazwyczaj zależy to, w którego z zawodników przeciwnika będziemy uderzać. No dobra, wybrałem, zaczyna się kolejna walka i TAAAK, in your face leszczu, albo NIEEE, cholera, przewidział. I kolejna faza budowy talii i kolejna faza walki i tak w kółko aż ktoś zostanie znokautowany albo wszyscy padną z wycieńczenia.  

Warto dodać, że zawodnicy znacząco różnią się od siebie, więc ważną decyzją jest już sam wybór swojego zespołu. Mamy do wyboru postacie wspierające (Joanna, Golem, Leśny Lud), agresywne (Maman Brijit, Ching Shih),  zbierające siłę (Bödvar, Mordred), denerwujące (Mefisto, Milady) i inne. Trzeba jednak najpierw poznać ich specjalne mechanizmy i karty, można więc powiedzieć, że mamy tutaj do czynienia z legendarnym  „easy-to-learn, hard-to-master”. Co więc jest z tą grą nie tak?

K.O.

Tag Team ma parę problemów.

Wspominałem już o jakości komponentów i hit-or-miss oprawie graficznej. Chciałbym się jeszcze przyczepić do samych bohaterów. Mechanicznie ich design jest świetny – mają zróżnicowane zestawy zdolności, które prowadzą do ciekawych kombosów, nie mam uwag. Problem jest w tym, że są trochę „z czapy”. Sam katalog mówi nam, że to „postacie fikcyjne, luźno inspirowane niezwykłymi postaciami z historii, literatury i legend”. Mamy więc między innymi westernowych bandytów, chińską piratkę, antagonistkę z Trzech Muszkieterów, golema, alternatywkową wersję Joanny d’Arc i elfy. Podobna sytuacja jak w Dice Throne, tam w sumie jest pod tym względem jeszcze gorzej. Brakuje mi jakiegoś powiązania tych wszystkich postaci, np. wspólnego motywu przewodniego.

Z problemów jeszcze można nadmienić, że kilka pierwszych walk może być „na zmarnowanie”. Po prostu, w przypadku niektórych postaci, naprawdę trzeba wiedzieć, co się robi, bo czasem można wręcz samego siebie skrzywdzić. Starcia są na szczęście szybkie i dynamiczne, więc nie ma problemu, żeby zagrać kilka walk w ciągu jednego posiedzenia i zacząć już kombinować na poważnie.

Podsumowanie

Szybka gierka w Tag Team? Zawsze chętnie. Emocje są gwarantowane, niezależnie czy to ja wykiwam przeciwnika, czy sam zostanę wgnieciony w parkiet. Kombinacji postaci jest wiele, a mechanika aż się prosi o dodatki, które mam nadzieję, wyjdą wcześniej niż później. Jakość komponentów mogłaby być wyższa, ale w tej cenie nie będę wybrzydzać. Ekipa z Lucky Ducky Games ma nosa do gier dwuusobowych (Cardia, Halo Wieża) i tym również trafili na złoto. Stempla nie dam, ale i tak gorąco polecam.

Plusy:

  • szybka, dynamiczna i emocjonująca rozgrywka
  • zaskakująca głębia decyzji przy prostych mechanikach
  • potencjał do blefowania i innych mind-games
  • easy-to-learn hard-to-master

Minusy:

  • postacie trochę „z czapy”
  • średnia, a wręcz niska jakość komponentów
  • pierwsze kilka rozgrywek może być frustrujących

Dziękujemy wydawnictwu Lucky Duck Games za przekazanie gry do recenzji.

Planszeo

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

0 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Wesprzyj nas
Postaw kawę dla Angry Boardgamer na buycoffee.to
Najnowsze posty
Szukaj