
Łatwo narzekać. Za drogo, za dużo premier, wydawcy wydają średniaki, mam lepsze gry na półce, ale nie mam czasu w nie grać. To wszystko prawda, jednak jednocześnie planszówki i gracze nigdy nie mieli się tak dobrze jak dziś. I te dwa podejścia wcale się nie wykluczają. Spójrzmy szerzej.
Wybór
Jeszcze kilkanaście lat temu wybór był prosty. Jeżeli chciałeś euraska, siadałeś do Felda, jak chciałeś ameri, to do Konieczki. Jakiś wybór był, ale głównie siadało się do Agricoli, Zamków Burgundii czy innej Gry o Tron. Oczywiście gier było całkiem sporo — wystarczy spojrzeć na BGG — ale jednak gracze siadali do ograniczonej liczby tytułów dostępnej w Polsce.

Dziś? Do TOP 100 (a to dość wąska lista) wpadły gry sprzed kilku lat. Rozproszenie gatunków, autorów gier czy tematów jest bardzo szerokie. Znajdziesz tam wszystko: szybkie gry na 30 minut, ciężkie tytuły na cały wieczór, solo, kooperacje, rywalizację, gry rodzinne i eksperckie. I nie dotyczy to tylko tej topki.
Dziś nie szukasz najlepszej gry planszowej, ale idealnej gry dla siebie czy dla swojej grupy. A to ogromna różnica. Sam się złapałem na tym, że nie przeglądam już tak często BGG, zmian w topce czy nagle zmieniających się pozycji. Szukam dokładnie tych tytułów, które mogę zagrać w moim gronie. I wciąż jest w czym wybierać — zarówno w nowościach, jak i przede wszystkim wśród gier, które pojawiły się na rynku już jakiś czas temu.
Jakość
Kiedyś dobra gra broniła się mechaniką — niczego więcej nie potrzebowała, szczególnie jeżeli chodzi o euro. Dziś musi mieć coś więcej — brzydkich gier jest już mało, a odbiorcy zdecydowanie bardziej niż kiedyś zwracają uwagę na jakość wykonania. Poza świetnymi mechanizmami gra musi się dobrze prezentować. Ilustracje na kartach muszą przyciągać i cieszyć wzrok, a komponenty muszą być dobrej jakości. I tu nie chodzi o dodawanie do każdej planszówki plastiku, ale o dedykowane meeple, grafikę, logiczne rozłożenie sekcji na planszy czy dobrej jakości instrukcję.

I w znakomitej większości to mamy. Standard rynku podniósł się. Nawet przeciętne gry wyglądają dziś dobrze. A najlepsze potrafią być małymi dziełami sztuki. Spójrzcie tylko na takie perełki jak Korona Starego Króla, nowa odsłona Zamków Burgundii czy druga edycja John Company. Kiedyś standard wyznaczał Klemens Franz, dziś możemy o nim zapomnieć.
Dostępność
Tak, wiem, że to nie dotyczy wszystkich gier, ale głównie tych najlepszych — tych, które najbardziej nas interesują. Wydawcy robią dodruki, powracają na rynek te gry, które zostały wyprzedane lata temu, czy to w nowych edycjach (np. Agricola), czy w zwykłych dodrukach (Pola Arle). Wydawcy widzą, że nowa fala fanów gier planszowych nie miała okazji zapoznać się z tymi świetnymi starociami, a być może nie wszyscy starzy wyjadacze mieli okazję wrzucić je na półkę. Chyba nigdy jak dziś nie było tylu powrotów.

Wiadomo, jest to podyktowane prawami rynku. Coraz trudniej stworzyć, a potem wydać nową, lepszą niż poprzednie grę planszową. A tego trochę oczekują narzekający gracze.
Oczywiście większość gier wyprzedaje się na pniu, bo wydawcy robią dość małe druki (boją się, że zostaną z towarem), jednak gdy nakład się sprzeda, to z pewnością pojawi się dodruk. Nie trzeba już polować, ciągle sprawdzać stanów czy kombinować. Oczywiście o ile wyszukiwana gra nie jest średniakiem (w kwestii sprzedażowej) — jednak ta często zostaje na magazynach przez miesiące, a nawet lata. Cała masa gier jest dostępna od ręki, wydawana po polsku i trafia do wszystkich dobrych sklepów z grami planszowymi. Przyzwyczailiśmy się do tego, ale kiedyś tak nie było. Wejście w hobby dziś jest bardzo proste.
Standard
Trochę już o tym wspominałem, ale napiszę jeszcze raz. Mamy ogromny wybór — a co więcej: to, co kiedyś było niszą, dziś jest standardem.
Dziś praktycznie nie wydaje się gier bez trybu solo, bo jak się okazuje, jest wiele osób, które lubią taką formę rozrywki. Różnie bywa z jakością, ale wybór jest olbrzymi (Spirit Island, Kinfire Delve, Horror w Arkham: Gra karciana, Final Girl), szczególnie w grach kooperacyjnych. No właśnie — lubisz współpracować? Kiedyś znacząca większość planszówek to były gry rywalizacyjne. Pewnie nadal tak jest, ale jednak liczba kooperacji i ich wybór jest tak olbrzymi (Posiadłość Szaleństwa 2 ed., Halo: Wieża, Aeon’s End, S.T.A.L.K.E.R., Machina Arcana), że nikt w tej sprawie nie powinien narzekać. To samo tyczy się np. gier imprezowych, których kiedyś tak naprawdę nie było za wiele, a dziś znajdziecie je w każdym sklepie — również w markecie — jednak tam trzeba uważać, by nie natknąć się na słabiznę.

Społeczność
W aspekcie społecznym też nigdy nie było tak dobrze jak dzisiaj. Mamy grupy w social mediach, kanały w komunikatorach (np. Discord), lokalne spotkania w bibliotekach, domach kultury czy duże konwenty. Dotyczy to zarówno dużych miast, jak i małych miejscowości — i w zasadzie całej Polski. Dziś nie ma wielkiego problemu, by znaleźć kogoś do grania, bo świat planszówkowy dziś jest bardzo aktywny. Z łatwością zagrasz, znajdziesz odpowiedź na pytanie czy zobaczysz rozgrywkę przed zakupem.

Paradoks
Im większy wybór, tym większe zmęczenie. Im więcej premier, tym większe FOMO. To nie oznacza, że jest źle — ale że w dupach nam się poprzewracało, bo mamy klęskę urodzaju. Nie potrafimy z niej korzystać lub za dużo siedzimy w internecie, by narzekać. Wciąż są wydawane świetne gry. Jest dużo średniaków, to prawda — ale nie wszystkie musimy kupować. Mamy na półce dobre, sprawdzone gry planszowe, które bardzo dobrze działają i może powinniśmy częściej do nich wracać?
Mamy olbrzymi wybór gier, wracają do nas te najlepsze, mamy z kim grać.
Planszówki wciąż łączą ludzi przy stole i generują emocje. Wzmagają rywalizację lub każą współpracować. Nic się w tej dziedzinie nie zmieniło, poza tym, że nigdy nie było pod tym względem tak dobrze jak dziś.
Zapoznajcie się z naszą listą najlepszych gier wszech czasów.


Założyciel bloga. Z grami planszowymi związany od 2014 roku. Wielki fan gier z klimatem, ale nie pożałuje również czasu na porządne euro. Przed planszówkami jego największą pasją były gry fabularne, z którymi związany był praktycznie od dziecka. Lubi uzasadnioną losowość — gry planszowe mają sprawiać mu przyjemność, a nie wrażenie nadgodzin z Excelem w roli głównej. Czemu „angry” chcielibyście zapytać? Ano, raczej nie szczędzi języka, gdy trzeba. Chociaż i tak ostatnio trochę złagodniał. „Pisze jak jest”. Jeżeli coś mu się nie podoba, to nie boi się o tym mówić.











