
Europa Universalis: Cena Władzy i Twilight Imperium to dwie zupełnie inne gry. Na tym zdaniu mógłbym zakończyć mój wywód, jednak z jakiegoś powodu istnieje realna presja, by porównywać te dwa tytuły. Dlaczego? Bo są absurdalnie długimi i wymagającymi grami strategicznymi? Tak — i już na wstępie podkreślę, że to praktycznie jedyne wspólne cechy EU i TI.
Temat
Europa Universalis: Cena Władzy to planszówka stworzona na podstawie cyfrowej grand strategy od Paradox. Jest to gra historyczna w realiach europejskiej polityki i ekspansji między XV a XIX wiekiem. Gracze wcielają się w państwa, rozwijają je, prowadzą dyplomację, eksplorację i wojny na mapie Europy i Nowego Świata.


Twilight Imperium 4 ed. to gra science fiction, w której rywalizują ze sobą obce cywilizacje o władzę nad galaktyką. Pełna space opera z polityką, technologią, handlem i wojną między gwiezdnymi imperiami — prawie pełne 4X.
Cel
W EU zdobywasz przewagę przez zarządzanie państwem w czasie trzech stuleci historii — rozwój kraju, ekspansję terytorialną, tłamszenie rebelii oraz dyplomację z państwami graczy i niezależnymi podmiotami. Celem jest uzyskanie najlepszego wyniku w punktach prestiżu, które zdobywamy na wiele różnych sposobów, jednak kluczowe będzie rozszerzanie swoich granic i wykładanie kolejnych znaczników miast oraz wasali na mapę. Oprócz tego możemy również punktować poprzez realizację misji, osiąganie wspólnych kamieni milowych oraz wynajdowanie technologii.


W TI celem jest zdobycie określonej liczby punktów zwycięstwa (np. 10) poprzez spełnianie publicznych i tajnych celów. Mogą być one bardzo zróżnicowane — od posiadania czterech planet tego samego rodzaju, poprzez wydanie punktów wpływów lub zasobów, aż po zniszczenie ostatniej jednostki piechoty przy pomocy bombardowania. Dużo zależy od sytuacji. Oczywiście nie uda nam się tego zrobić bez kontroli jak największej liczby planet, jednak należy pamiętać, że będziemy musieli je jeszcze obronić.
Rozgrywka
Obie gry opierają się na akcjach — każdy z nas wykona jedną akcję w trakcie swojej tury.
Europa Universalis: Cena Władzy kładzie duży nacisk na zarządzanie państwem, zasobami, wpływem i ekspansją. Będziemy wydawać trzy rodzaje żetonów władzy — dyplomatyczne, administracyjne i militarne — w celu przeprowadzenia konkretnych akcji, takich jak rekrutowanie, aktywowanie jednostek, wywoływanie wojen, podpisywanie sojuszy, fałszowanie roszczeń terytorialnych, handel, rozszerzanie wpływów, kolonizowanie, podnoszenie stabilności państwa, eksploracja czy branie pożyczek. Bardzo ważna będzie akcja wydarzenia, gdyż jest ona konieczna w każdej rundzie — zmieni ona sytuację na mapie oraz w całych królestwach, łącznie ze zmianami władców. Będziemy mogli kontrolować Cesarstwo czy nawet kurię papieską. Złożoność jest bardzo wysoka, głównie przez ogrom zasad i dużą liczbę szczegółów. Do tego dochodzą zasady dotyczące buntów i powstań, cały mechanizm rozpoczynania i zakańczania wojen… jest tego bardzo dużo.


W Twilight Imperium będziemy przede wszystkim wykonywali akcje taktyczne — przemieszczali wojska, walczyli i budowali kolejne. Oprócz tego będziemy mieli do dyspozycji multum akcji z kart akcji oraz — co najważniejsze — z kart strategii. Te ostatnie będą definiować rundę i również — tak jak w przypadku akcji wydarzeń w EU — są obligatoryjne do wykonania. Pozwalają one na wynajdowanie technologii, dobieranie zasobów, żetonów pozwalających na wykonanie kolejnych akcji, budowanie struktur na planetach czy pozyskiwanie tajnych celów lub punktowanie za kontrolę najważniejszej planety w galaktyce — Mecatol Rex. Zasad jest zdecydowanie mniej, a skomplikowanie kryje się przede wszystkim w liczbie komponentów, możliwościach oraz asymetryczności frakcji.
Liczba graczy i długość rozgrywki
Cena Władzy pozwala (w wersji Deluxe — tej, którą wydaje Alis Games) na grę do 6 graczy, a wersja standardowa do 4. Rozgrywka może trwać niewiarygodnie długo — nawet 20 godzin — jednak z pewnością nie mniej niż kilkanaście godzin. Jest to długa i wymagająca wyprawa.
Twilight Imperium również pozwala na grę w 6 osób (w 8 z dodatkiem, choć i tak w 6 wypada najlepiej), a rozgrywka także potrafi trwać do kilkunastu godzin. Różnica jest jednak taka, że przy sprzyjających warunkach i ogranej ekipie możemy zejść nawet do 6 godzin, a raczej nigdy nie będzie trwała dłużej niż 13 godzin — i to z jedzeniem, przy luźnym graniu bez pośpiechu i z pogawędkami o wszystkim przy okazji.
Interakcja
W EU interakcja może nie być bezpośrednia — szczególnie w pierwszych rundach gry, gdy często nasze granice nie są jeszcze na tyle blisko siebie (oczywiście nie u wszystkich). Będziemy wpływać na państwa niezależne, próbować je podbić lub zwasalizować — a może i skolonizować. Oczywiście im jesteśmy bliżej, a nasze cele zaczynają na siebie nachodzić, tym mniej stoi na przeszkodzie, by wypowiedzieć sobie oficjalnie wojnę (choć raczej będziemy potrzebowali do tego casus belli) i próbować nacisnąć na przeciwnika, by przesunąć swoje granice i dodatkowo zapunktować. Trzeba jednak pamiętać, że rozrost jednego gracza poprzez dominację nad państwami niezależnymi wpływa bezpośrednio na wynik i na nas samych, co często może zmusić nas do reakcji.


TI premiuje bezpośrednią rywalizację, chociaż nie zawsze militarną — ta opłaca się najczęściej tylko wtedy, gdy stoi za nią jakiś punkt zwycięstwa. Będziemy negocjować, głosować nad prawami, handlować i zakładać mniej lub bardziej kruche sojusze. Sąsiedztwo przeciwników jest namacalne, a odległości bardzo niewielkie. Gra nad stołem jest kluczowa przy próbie zwycięstwa.
Podsumowanie
Tak jak wspomniałem — to dwie różne gry. Główną różnicą jest styl i odczucia płynące z rozgrywki. Europa Universalis to pewnego rodzaju symulator państwa w Europie w czasach ekspansji. Wszelka złożoność jest związana właśnie z tym — żeby wypowiedzieć wojnę, wypada mieć powód, bo spadnie nam stabilność; żeby przeprowadzić akcję dyplomatyczną, musimy mieć dostępne zasoby dyplomatyczne — militarne w tym przypadku się nie nadadzą. Jeżeli jesteśmy fanami historii, to również będziemy czuli się jak ryby w wodzie, bo ten tytuł zdecydowanie pozwala na pewne odtwarzanie i zmienianie wydarzeń znanych nam z podręczników historii.
Twilight Imperium opiera się na bezpośredniości, klimacie space opery, epickości i interakcji, a przy tym również na grze nad stołem. Siła i skomplikowanie tkwi w asymetryczności frakcji, bo same podstawy rozgrywki są stosunkowo proste — szczególnie gdy się z nimi zapozna (pierwsza gra na stracenie).
Obie gry wymagają wielu godzin przy stole, przy czym EU jest grą zdecydowanie dłuższą — na początku pierwsza epoka z trzech będzie trwała tyle, co cała rozgrywka w TI. Oczywiście po ograniu (w obu przypadkach) ten czas mocno ograniczymy, ale wciąż te kilkanaście godzin — na luźno — trzeba liczyć.
Europa Universalis punktuje za bycie zjawiskiem i bardzo dobrym przeniesieniem gry komputerowej na planszę. Uczestnictwo w partii tej gry jest czymś więcej niż tylko spotkaniem przy grze planszowej. My zarządzamy państwem… Podobne odczucie zjawiskowości towarzyszy mi w pewnym stopniu przy Twilighcie, jednak zdecydowanie głównie z powodu towarzystwa i formy naszych rozgrywek, które traktujemy niczym „wyjście na ryby”, a nie ze względu na samą grę.
W obu przypadkach nie rozumiem do końca krytyki tych gier ze względu na czas rozgrywki. Przecież dobrze wiemy, z czym mamy do czynienia — to nie będzie partia w 1,5 godziny. To będzie sobota lub weekend z przyjaciółmi. Jeżeli mamy na te gry czas i mamy odpowiednich ludzi obok, którzy są zdecydowani spędzić go z nami, to obie gry będą wyśmienitym wyborem.
Tu znajdziesz rzut oka na Europę Universalis: Cenę władzy, tu porównanie między edycjami deluxe i standard, a tu rzut oka (napisany jakiś czas temu) na Twilight Imperium 4 ed.


Założyciel bloga. Z grami planszowymi związany od 2014 roku. Wielki fan gier z klimatem, ale nie pożałuje również czasu na porządne euro. Przed planszówkami jego największą pasją były gry fabularne, z którymi związany był praktycznie od dziecka. Lubi uzasadnioną losowość — gry planszowe mają sprawiać mu przyjemność, a nie wrażenie nadgodzin z Excelem w roli głównej. Czemu „angry” chcielibyście zapytać? Ano, raczej nie szczędzi języka, gdy trzeba. Chociaż i tak ostatnio trochę złagodniał. „Pisze jak jest”. Jeżeli coś mu się nie podoba, to nie boi się o tym mówić.












Dodaj komentarz