
Doktor Reiner Knizia to postać, której planszówkowiczom nie trzeba przedstawiać.
Według swojej własnej strony jest autorem już niemal tysiąca gier (choć ta lista jest ciut naciągana), wśród których znajdują się takie popularne tytuły jak Ra, Droga do Eldorado czy Eufrat i Tygrys..
Tym razem Dobry Doktor wziął na tapet temat morskiej ekologii i tak powstała Rafa, ociekające klimatem, asymetryczne ameri…
Oczywiście żartuję – Rafa to sucha jak wiór łamigłówka, mimo morskiej tematyki, w której liczy się nie fabuła, a układanie kafelków. Ale zacznijmy od podstaw.

Powrót do przeszłości
Rafa to taka „klasyczna” planszówka.
Pudełko? Standardowe. W środku? Kwadratowa plansza, kartonowe żetony/kafelki i garść drewnianych znaczników. Tu dodam, że te drewniane rybki są naprawdę ładne, popatrzcie sami, zaś cała reszta jest… ok. Poprawne obrazki, przyjemne kolorki, ale nic szałowego. Jedyna unikatowa rzecz – plansza jest dwustronna i z jakiegoś powodu siatka po drugiej stronie jest inaczej zorientowana, co na mnie działa jak tarcie styropianu o styropian. Ale na szczęście nie każdy będzie mieć taką reakcję.
Klasyczne są też parametry gry. Rozgrywka jest dla od dwóch do czterech osób, nie ma trybu solo, a partia zajmuje rzeczywiście te trzydzieści minut. Zasady mieszczą się na trzech stronach instrukcji – jak na to nie patrzeć jest to projekt casualowy. Warto zaznaczyć, że instrukcja jest klarowna i zawiera pomocne przykłady. Nauka gry zajmuje dosłownie chwilę i raczej nie będzie problemu, żeby wytłumaczyć zasady dzieciom czy rzadziej grającym dorosłym. Wygrywanie zaś to inna broszka.

Banalne zasady!
Zanim zaczniemy wygrywać w Rafę, musimy najpierw nauczyć się grać, ale tak jak wspominałem, zajmuje to chwilę, bo w swoim ruchu robimy tylko trzy rzeczy.
Po pierwsze – umieszczanie koralowca, czyli po prostu kładziemy kafelek z ręki w dowolnym miejscu na planszy, tak żeby pasował (czyli musi mieścić się w siatce, nie leżeć na żadnym innym kafelku itp.) Każdy kafelek jest w kształcie narożnika złożonego z trzech kwadracików, a na każdym kwadraciku jest koralowiec w jednym z czterech kolorów.
Po drugie – punktujemy, czyli sprawdzamy czy koralowce z naszego kafelka tworzą tak zwane rafy. Czym jest rafa? Według Wikipedii jest to „skała podwodna w formie wału albo grzbietu, której górna część znajduje się tuż pod albo tuż nad powierzchnią wody”. W grze natomiast, rafa to „dwa lub więcej sąsiadujących ze sobą koralowców tego samego koloru”. Jeśli nasz kafelek tworzy lub jest częścią takich raf to dostajemy po jednym punkcie za każdy koralowiec w tych rafach.
Po trzecie – dobieramy, czyli bierzemy do ręki jeden kafelek, żeby móc z wyprzedzeniem myśleć o naszym kolejnym ruchu.
Proste jak barszcz – zagrywamy, punktujemy i dobieramy tak długo, aż ktoś zbierze ostatnią rybkę. Chwila, co?

Wara od moich rybek
Nie powiedziałem o dwóch rzeczach.
Każdy gracz na początku wybiera swój kolor, który odpowiada jednemu z czterech kolorów koralowców. Dostaje taki ładny żeton, swój znacznik punktacji, itd.
Ponadto, na planszy oprócz koralowców znajdują się też rybki. Na rybkach nie można kłaść kafelków, ale jak jedna z nich zostanie otoczona przez płytki, to sprawdza się kolory stykających się z nią raf. Ten gracz, którego kolor jest najpopularniejszych w rafach przy rybce zgarnia tę rybkę do siebie i dostaje za nią punkty. Gra oferuje dwa warianty – każda rybka może być warta tyle samo punktów, albo mogą mieć wartości zależne od rodzaju, jeśli ktoś chce odrobiny dodatkowego główkowania.
Ogólnie łamigłówka nie jest zbyt trudna – patrzysz na swój kafelek i szukasz miejsca, w którym da ci najwięcej punktów (rafy), albo przybliży cię do zdobycia rybki. Będziecie sobie wchodzić w drogę, ale nie ma tu miejsca na jakieś długofalowe planowanie, bo zawsze w rękach macie tylko po jednym kafelku. Czasem jednak przyjdzie moment na podrapanie się po głowie, zwłaszcza gdy będziesz wybierać między szybkimi punktami, zabezpieczeniem rybki albo zablokowaniem przeciwnika. Wszystko jest idealnie wyliczone (jak to u dr. Knizii), więc miejsce na planszy skończy się wraz z wyczerpaniem puli kafelków. Zbiegnie się to też najpewniej z zebraniem ostatniej rybki i wtedy jedyne co zostaje to spojrzeć na tor punktowy i zobaczyć kto zwyciężył, bo nie ma żadnej dodatkowej punktacji na koniec.

Podsumowanie
Rafa to przyjemna układanka, w której możemy być dla siebie niemili, ale prawdę mówiąc, wcale nie musimy. Downtime jest raczej minimalny, kolorki cieszą oko, ale nie są to partie, o których potem rozmyślamy przez kolejne dni. Jeśli jednak potrzebujecie gry, w którą możemy zagrać prawie z każdym, to Rafa ma wystarczająco proste zasady i wystarczająco dużo, heh, głębi, żeby podołać temu zadaniu.
Plusy:
- świetnie napisana, czytelna instrukcja;
- proste zasady;
- szybka rozgrywka z minimalnym downtimem;
Minusy:
- brak efektu „wow”;
- bywa losowa;
Dziękujemy wydawnictwu Red Square Games za przekazanie gry do recenzji.













