
Lubimy Warhammera 40000. Nie da się ukryć, że ta marka ma w Polsce szczególną pozycję. Na półkach polskich graczy znajdziemy świetnie pomalowane figurki do bitewniaka, w biblioteczkach książki, a na Steamie, czy konsolach kolejne gry komputerowe. Od kilku dobrych lat za sprawą Copernicus Corporation mamy możliwość kupienia kolejnych systemów w tym uniwersum. To prawda — część została pominięta (głównie mówimy tu o tych wydawanych przez FFG), jednak Copernicusi wydają wszystko, co jest do wydania. Dostaliśmy bardziej dynamicznego i uniwersalnego Wrath & Glory, wcześniej drugą edycję inkwizycyjnej Dark Heresy oraz na koniec wywodzącego się z niej, ale również bardziej wszechstronnego Imperium Maledictum. Od zawsze jednak tlił się pewien problem z progiem wejścia w ten świat. Ogrom lore, specyficzna atmosfera i nie zawsze przystępne podręczniki skutecznie odstraszały część nowych graczy. Na ratunek zawsze przychodziły Zestawy Startowe.
To samo stało się w przypadku Imperium Maledictum. Rozszerzenie ma na celu wprowadzenie w system oraz świat Warhammera. Tak jak wspomniałem, nie jest to proste zadanie, więc z chęcią siadłem do PDFa udostępnionego nam przez polskiego wydawcę i rozpocząłem lekturę.

Witajcie w najgorszym miejscu do życia we wszechświecie
Już od pierwszych stron autorzy przypominają, czym właściwie jest Warhammer 40000. Imperator od tysięcy lat gnije na Złotym Tronie, Imperium trzyma się wyłącznie dzięki przemocy, fanatyzmowi i biurokracji, a przeciętny obywatel jest jedynie trybikiem w gigantycznej machinie cierpienia. To właśnie ten klimat stanowi fundament całego świata i tego zestawu.
Największą zaletą materiałów wprowadzających jest to, że nie próbują zasypać czytelnika setkami nazw własnych. Otrzymujemy tyle informacji, ile potrzeba do rozpoczęcia przygody. Dowiadujemy się, czym jest Imperium, poznajemy Sektor Machariański i zaczynamy rozumieć, dlaczego życie przeciętnego mieszkańca wygląda jak połączenie średniowiecznej teokracji z dystopijnym koszmarem przemysłowym. To i tak potrafi przytłoczyć świeżych graczy, ale nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Dzięki temu nawet osoba niemająca wcześniej kontaktu z Warhammerem 40000 jest w stanie szybko zrozumieć podstawowe założenia świata.

Sercem pudełka jest przygoda Płonąca Serafinka. Na papierze brzmi dość klasycznie. Inkwizytor wysyła grupę agentów do zbadania potencjalnego cudu na planecie Voll. W praktyce jest to bardzo dobre wprowadzenie do uniwersum i systemu Imperium Maledictum.
Gracze nie wcielają się w Kosmicznych Marines ani innych bohaterów zdolnych rozstrzygać losy galaktyki. Są pionkami działającymi na rozkaz potężniejszego od nich człowieka. Muszą prowadzić śledztwo, zadawać pytania, obserwować otoczenie i uważać na konsekwencje swoich działań. Atmosfera podejrzliwości i wszechobecnego zagrożenia działa tutaj znakomicie.
Bardzo podoba mi się również wybór patrona drużyny. Inkwizytor Aegidius Halikarn jest bezwzględnym gnojkiem. Autorzy od razu pokazują jego wpływy, reputację oraz zasoby, którymi dysponują jego agenci. Dzięki temu gracze od początku czują, że uczestniczą w czymś większym, a postać Inkwizytora idealnie podkreśla bezkompromisowość świata.
Jeżeli ktoś miał wcześniej kontakt z Dark Heresy, wiele elementów wyda mu się znajomych. Imperium Maledictum korzysta z testów procentowych, poziomów sukcesu oraz przeciwstawnych testów. Mechanika jest stosunkowo prosta do opanowania, a jednocześnie pozostawia sporo miejsca na interpretację wyników. Więcej o niej pisałem w recenzji podręcznika głównego, którą znajdziesz tu.
Do zestawu dołączono mapę Sektora Machariańskiego oraz karty pomocy, które zawierają najważniejsze zasady dotyczące testów, walki, obrażeń oraz stanów postaci. Wszystko jest rozpisane w sposób przejrzysty i łatwy do odnalezienia podczas sesji. Do tego dochodzą znaczniki terenu, Przewagi oraz postaci. Nie są one niezbędne do prowadzenia gry, ale bardzo ułatwiają orientację podczas starć. Szczególnie początkujące grupy docenią możliwość szybkiego oznaczania osłon, przeszkód czy zagrożeń na planszy.

Zestaw Startowy Imperium Maledictum robi dokładnie to, co powinien robić dobry starter. Nie przytłacza graczy tonami zasad. Nie próbuje też pokazać całego uniwersum naraz.
Zamiast tego oferuje spójną przygodę, dobrze przygotowane materiały pomocnicze i skuteczne wprowadzenie do jednego z najciekawszych współczesnych systemów RPG osadzonych w świecie Warhammera.
Jeżeli szukacie punktu wejścia do mrocznego świata intryg, herezji, fanatyzmu i imperialnej biurokracji, trudno o lepszy wybór. A jeśli po zakończeniu Płonącej Serafinki będziecie chcieli od razu zamówić podręcznik podstawowy, to znak, że zestaw spełnił swoje zadanie. Nie zdziwicie się jednak, że świat Warhammera 40000 was odrzuci. To normalne, gdyż nie jest to świat dla miękiszonów.

Dziękuję Copernicus Corporation za przekazanie egzemplarza do recenzji.

Więcej na: Copernicus Corporation


Założyciel bloga. Z grami planszowymi związany od 2014 roku. Wielki fan gier z klimatem, ale nie pożałuje również czasu na porządne euro. Przed planszówkami jego największą pasją były gry fabularne, z którymi związany był praktycznie od dziecka. Lubi uzasadnioną losowość — gry planszowe mają sprawiać mu przyjemność, a nie wrażenie nadgodzin z Excelem w roli głównej. Czemu „angry” chcielibyście zapytać? Ano, raczej nie szczędzi języka, gdy trzeba. Chociaż i tak ostatnio trochę złagodniał. „Pisze jak jest”. Jeżeli coś mu się nie podoba, to nie boi się o tym mówić.











