,

Orloj – praski zegar astronomiczny

“W samym sercu praskiej starówki znajduje się niezwykły zegar astronomiczny, znany jako Orloj, który odmierza czas za pomocą skomplikowanego mechanizmu i enigmatycznych figur: cud techniki, który przetrwał do dziś” – przyznam, że praktycznie przy każdej wizycie w czeskiej stolicy, oglądałem ten tłumnie odwiedzany zabytek. Nigdy jednak nie miałem świadomości, że ów charakterystyczny dla Pragi zegar, ma właśnie taką nazwę. Ciekawe, czy planszowa ciekawostka może kiedyś przysłuży mi się podczas teleturniejowych zmagań?

W ostatnich latach mieliśmy już kilka tytułów nawiązujących do czeskich miejsc i historii, zwykle były to ich rodzime projekty. W tym przypadku, zaskoczenie, bo za mechaniczną łamigłówkę odpowiadają hiszpańscy projektanci – Paloma J. Pascual i Abraham Sanchez. Nic jednak dziwnego, że zjawiskowy praski zegar zainspirował do stworzenia gry planszowej. Twórcy chętnie korzystają z autentycznych historycznych lokacji, miejsc kultu, zabytkowych artefaktów, czegoś, co przy odrobinie inwencji przekuć będzie można na tematykę i mechanikę gry. 

Miliony turystów zachwycają się wyjątkową estetyką średniowiecznego zegara, więc twórcy gry również sporo uwagi powierzyli warstwie graficznej. Nawet samo pudełko wygląda intrygująco, nieco magicznie. Rozłożona plansza przykuwa uwagę, ale jednocześnie wprowadza zakłopotanie. Czy feeria barw nie wpłynie na czytelność? Bo naprawdę sporo się na planszy dzieje. Poza samym zegarem, swoją drogą całkiem nieźle odwzorowanym, z ruchomym mechanizmem złożonych z trzech tarcz, mamy jeszcze kolorowe tory, witraże, bonusy, zazębiające się koła z wizerunkami apostołów, kilka odrębnych sekcji wykonywania akcji, poza tym infografiki ułatwiające przeprowadzenie punktowania końcowego i kilka jeszcze mniej istotnych zdobień. Trudno powiedzieć jak do tego doszło, ale podczas rozgrywki rzadko kiedy gubimy się w trakcie wykonywania ruchu, a nawet sekwencji ruchów, bo jak na prawilne euro, można się tutaj bawić w kombosiki, oj można. 

Sercem gry jest oczywiście sam zegar, będący wyznacznikiem akcji, które możemy przeprowadzić. Zawsze będziemy parować dwie akcje widniejące na zewnętrznej ciemnej i błękitnej wewnętrznej tarczy zegara. Przesuwając wskazówkę w aktualnie dostępnym zasięgu ruchu deklarujemy, które akcje będziemy za chwilę wykonywać. Jeżeli nie odpowiada nam żadna z dostępnych kombinacji dwóch akcji, mamy możliwość bezpardonowej ingerencji w mechanizm, doprowadzając do zepsucia symbolicznych zębatek, będących do dyspozycji każdego z graczy. Kontrolowane wybicie trybików maszyny może jednocześnie delikatnie popsuć szyki przeciwnikom, musimy jednak pamiętać, by zawczasu naprawić wyłamane zębatki, jako że mogą być one źródłem ujemnych punktów. Niemniej pewna swoboda w prowadzeniu rozgrywki zdecydowanie odpowiada za przyjemność w obcowaniu z tym tytułem.

Jednocześnie wcale nie jest tak łatwo, jakby mogło się wydawać. Na każdym kroku czuć konkurencję między graczami. Choćby w dostępie do upatrzonych akcji na tarczy zegara. Są one powtarzalne i można znaleźć sposób, by realizować swój wstępny plan lub ewentualnie przeszacować swoje poczynania i wykonać ruchy w nieco innej kolejności. W tym miejscu warto wspomnieć, że zdecydowanie łatwiej prowadzi się rozgrywkę w dwuosobowym składzie, gdzie można przewidzieć ruch przeciwnika, poza tym częściej jesteśmy aktywnym graczem, zanim wskazówka zegara przesunie się zbyt daleko. Gra na cztery osoby to już zdecydowanie bardziej wymagająca partia, jako że szczególnie jesteśmy narażeni na posunięcia przeciwników nie po naszej myśli. Każdy, nomen omen, zgrzyt w mechanizmie, może nas oddalić od zwycięstwa w wyścigu. Mamy tutaj bowiem wyznaczone startowym setupem cele, o które się ścigamy, awanse na trzech torach również dają nam realne pasywki, ale i pojedyncze bonusy, zdobienie dolnej tarczy zegara – miesiące roku i znaki zodiaku, też często realizowane jest zgodnie z zasadą kto pierwszy, ten lepszy. Wcześniejsze zdobienia są po prostu tańsze, co prawda przynoszą też mniejszą zdobycz punktową, niż sowicie opłacone te same akcje w późniejszym etapie gry, ale określone miejsca na tarczy zegara mogą być lepiej premiowane za wykonywanie kolejnych zdobień w bezpośrednim sąsiedztwie. Wszystko zależy od startowego losowego układu, niekiedy sytuacja na planszy może sprzyjać lepszemu punktowaniu, a innym razem wręcz odwrotnie. Może nie świadczy to o przesadnej regrywalności, ale faktycznie pozwala delikatnie odświeżyć kolejne partie, nie gramy bowiem zawsze tego samego. To samo tyczy się bonusów na najwyższych stopniach torów, celów wspólnych i startowych zasobów każdego z graczy. 

Istotny jest fakt, że gramy do momentu, aż ozdobimy cały zegar. Tak dzieje się najczęściej, przynajmniej w moich rozgrywkach. Jednak gdy gracze ociągają się w tym aspekcie, kiedy kur zapieje czterokrotnie, nadchodzi czas by zakończyć partię. Mechanika toru koguta też potrafi namieszać. Jego znacznik przesuwa się w dwóch przypadkach: po wzięciu żetonu apostoła, przesunięciu kół zębatych w odpowiedniej strefie – co druga taka akcja powoduje ruch koguta, albo pasowaniu gracza – nie może on lub nie chce wystawiać swojego pracownika na planszę, a zbiera ich z planszy, odpalając właściwą sekwencję. Czasami ruch koguta wywołuje fazę podsumowania i wówczas rozliczamy swoje plansze graczy, popsute uprzednio zębatki możemy naprawić, nienaprawione są źródłem ujemnych punktów. Drobnostka, ale potrafi czasami namieszać. Jest to element rozgrywki, który łatwo zbagatelizować. Co ciekawe, kogut może wywoływać tę fazę rozliczenia w różnym tempie, znanym od początku gry, bo odpowiada za niego losowo dobrany żeton – to kolejny zmienny detal. 

Jak już wspomniałem gra jest podatna na kombogenne samonapędzające się sekwencje ruchów. Całe szczęście rzadko wpływa to na dynamikę rozgrywki. Zdarza się oczywiście wyjątkowo zdolny gracz przy stole, który w odbieraniu bonusów, które wywołują kolejne i kolejne, potrafi się nieźle zamieszać, ale jest to sytuacja sporadyczna. Poszczególne nagrody są zazwyczaj szybkie i proste, nie wywołują paraliżu i rzadko kiedy wymuszają cofnięcia ruchu. Potencjalnych kombosów należy upatrywać na planszetce gracza, tam dzieje się nie mniej niż na planszy głównej. Przede wszystkim będziemy tam usprawniać produkcję poszczególnych zasobów, kolejne awanse mogą odblokowywać dodatkowych pracowników. Znajdziemy też magazyn na wizerunki apostołów i asystentów, indywidualny tor koguta, kartę młotka, na której też możemy awansować, zwiększając swoje bonusy po każdej akcji budowy. Pozyskane żetony apostołów, trafiające bezpośrednio do tableau, będą również dawać pojedyncze nagrody, ale umiejętna rozbudowa w pionie lub poziomie też stanie się źródłem dodatkowej premii. Jakby tego było mało, wśród bogato zdobionych tarcz zegara na planszy głównej można zauważyć dodatkowe tory księżyca – uzupełnia nasze zasoby i naprawia zniszczone zębatki oraz pionek artysty, którego pozycja też może mieć istotne znaczenie przy poszukiwaniu konkretnego bonusu. 

Trzeba przyznać, że jest tego sporo, a nie wspomniałem nawet o rywalizacji o żetony asystentów, które będą źródłem punków w wybranym aspekcie na koniec gry, ani o kartach witraży, gdzie trafiają asystenci właśnie, a będziemy tam też szukać drobnych, ale znaczących premii. Poza tym gracz dysponuje pracownikami, którzy trafiają na tarczę zegara, ale też pionem rzeźbiarza, któremu przypisano jedną z czterech stref, by mógł przeprowadzać sobie przypisane akcje. Jego znacznikiem nie można powtórzyć akcji, więc aktualna pozycja może również mieć istotne sytuacyjne znaczenie.

Paradoksalnie naprawdę dość łatwo jest się odnaleźć w pozornie zawiłych mechanizmach. Poszczególne akcje są banalnie proste i nie wymagają długofalowej analizy. Bezpośredni efekt jest widoczny od razu, planowanie na przyszłość ma miejsce, ale nie powinno paraliżować i wpływać negatywnie na tempo rozgrywki. To zdecydowana zaleta Orloja, gra jest dynamiczna mimo dłubaniny pojedynczych mikroakcji, czasami odpalania ciągu bonusów i bonusików. A te, trzeba przyznać, dają satysfakcję samą w sobie. Losowy setup powoduje też, że rozgrywkę będziemy prowadzić nieco inaczej. Subtelne zmiany wpłyną na obraną strategię i podbiją rywalizację w tym aspekcie. Trzeba to podkreślić: w Orloj nie gramy sami sobie, choć mogło by tak się pozornie wydawać. Rozgrywka prowadzona jest w poczuciu ciągłej konkurencji, a mimo to swobodnej gry, bez większego ciśnienia. Przyjemnej, kombogennej, z prostymi zasadami, ale sprytnej łamigłówce w walce o punkciki.

Plusy:

  • warstwa graficzna, która nie zaburza czytelności
  • przystępne zasady
  • świetna łamigłówka
  • losowy setup

Minusy

  • mimo wszystko w dwie osoby trochę za luźno, choć nadal działa sprawnie
  • brak infografiki dotyczącej fazy koguta
  • notorycznie zapomina się o wystawieniu swojego pracownika 

Dziękujemy wydawnictwu Galakta za przekazanie gry do recenzji.

Więcej na boardgamegeek.com| Planszeo

Grę kupisz na:

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

0 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Wesprzyj nas
Postaw kawę dla Angry Boardgamer na buycoffee.to
Najnowsze posty
  • Orloj – praski zegar astronomiczny

    .

    Orloj – praski zegar astronomiczny

  • Najlepsze gry wszech czasów – TOP 50
  • Mrówki

    .

    Mrówki

  • Kunszt

    .

    Kunszt

  • Emberleaf

    .

    Emberleaf

  • KNARR

    .

    KNARR

  • World Order

    .

    World Order

  • Archiwum Zbrodni COLD CASE

    .

    Archiwum Zbrodni COLD CASE

  • Marsz Mrówek

    .

    Marsz Mrówek

Szukaj
Najlepsze gry